piątek, 29 stycznia 2010

From Dusk Till Dawn (1996)

Reżyser: Robert Rodriguez
Rok premiery: 1996

Po reżyserze i scenarzyście (Quentin Tarantino) można już z góry oszacować do jakiej kategorii się ów film zalicza.

Rodriguez tak samo jak Tarantino robią bardzo specyficzne filmy, które jedni ubóstwiają a inni nienawidzą - ciężko, więc ocenić film sam w sobie. No ale zacznijmy od początku...

Film opowiada o losach dwójki braci - kryminalistów (G. Clooney i Q. Tarantino), którzy ścigani przez policję próbują uciec do Meksyku. Aby przedostać się przez granicę biorą jako zakładników ex-pastora i jego dwójkę dzieci. Ukryci w ich wozie uciekają z kraju i będąc już "wolnymi" w innym państwie postanawiają wstąpić do klubu o nazwie "Od Zmierzchu do Świtu", który jest podobno obowiązkową pozycją będąc w Meksyku.
To właśnie w tym 'lokalu' rozgrywa się cała akcja... dowiadujemy się bowiem, że w ciągu nocy większość obecnych w klubie ludzi (a jednak nie) okazuje być krwiożerczymi wampirami. Rozpoczyna się rzeź i walka o przetrwanie.

Film jest wypchany akcją aż po brzegi, więc nie mam zbytnio o czym pisać aby Wam zbytnio nie spoilerować filmu (domyślam się, że nie wszyscy go widzieli). Jak to bywa w świecie Rodrigueza (czy Tarantino) będzie sporo flaków, kończyn, prześmiesznych i bystrych dialogów. Film przeskakuje z krwistego horroru do błyskotliwej komedii i z powrotem. Każdy znajdzie coś dla siebie...

Co do samych wampirów - jest ukazane sporo sposobów na ich zlikwidowanie a pomysły na orginalne bronie nie mają końca. Pistolet na wodę pobłogosławiony przez byłego pastora, który zaczyna odzyskiwać wiarę? Czemu nie...

Polecam - widziałem wiele razy i zapewne jeszcze wiele razy wrócę do tej pozycji, ponieważ osobiście lubię tego typu filmy a sam pomysł i wykonanie jest fenomelane. :)


Chyba już kultową sceną w tym filmie, której spora ilość 'widzów' nie jest w stanie przemilczeć jest egzotyczny taniec Salmy Hayek z wężem. Odgrywa ona postać gwiazdy wieczoru w spelunie do której przybywają nasi bohaterowie.

W ramach ciekawostki napiszę, że we Wrocławiu istnieje klub muzyczny o tej samej nazwie ("Od Zmierzchu do Świtu"), który osobiście uwielbiam i polecam.

IMDB
: http://www.imdb.com/title/tt0116367/

środa, 20 stycznia 2010

Stan Helsing (2009)

Reżyser: Bo Zenga
Rok premiery: 2009

Kolejna parodia horrorowych 'gigantów'. W moje ręce wpadła oczywiście tylko dlatego, że poza Freedim, Jasonem, Pinheadem czy laleczka Chucky pojawiają się tutaj wampiry... konkretniej to wampirzyce i o ile dobrze pamiętam tylko w trzech, krótkich scenach. Przedstawione są jako gorące striptizerki, które nie przejawiają jakiegoś wybitnego zainteresowania ludzką krwią. Nawet na nazwisko "Helsing" reagują inaczej niż powinny.


Co do samego filmu - żeby napisać chociaż parę słów - mamy Halloween, Stan Helsing (Steve Howey) pracuje w wypożyczalni kaset video i ogólnie nie robi nic poza bawieniem się w swoim
życiu. Wybiera się ze swoim przyjacielem (puszysty murzynek ubrany w obcisłe wdzianko supermana \m/), byłą dziewczyną i aktualną dziewczyną na imprezę. Po drodze, chce coś załatwić związanego z pracą (dostarczyć paczkę). Jednak oczywiście coś poszło nie tak, ostatecznie trafiają w odpowiednie miejsce (osiedle mieszkaniowe), które okazuje się przeklęte i nawiedzane przez potwory.

Film kiepski... mam poczucie humoru i ogólnie potrafię się śmiać z głupich rzeczy ale w tym filmie chyba nie uśmiechnąłem się nawet ani raz (no może poza tańcem wampirzyc *mniam* ^_____^).

IMDB:
http://www.imdb.com/title/tt1185266/

piątek, 15 stycznia 2010

Jestem Legendą (2007)

Reżyser: Francis Lawrence
Rok premiery: 2007

"Jestem Legendą" to film, który podobno bazuje na powieści Richarda Mathesona o tym samym tytule. Dlaczego "podobno"? Nie będę tutaj wyliczał różnic do których owe zestawienie by doprowadziło, ponieważ jest ich zdecydowanie zbyt wiele.

Proszę jednak mi zaufać, że książka z filmem ma niewiele wspólnego (na korzyść tego pierwszego, książka jest rewelacyjna i mój wpis na jej temat znajdziecie tutaj). Film nie jest zły... jest to całkiem dobre kino o specyficznym klimacie, które buduje panująca tam rzeczywistość. Ano właśnie, o czym jest ten film?

Mamy przed sobą czasy zbliżone do naszych, medycyna zrobiła ogromny krok do przodu -znaleziono lekarstwo na raka, które wyleczyło do tej pory 100% badanych. Niestety okazuje się po czasie, że owe 'lekarstwo' z czasem przemienia ludzi w bezmózgie
(chociaż nie zawsze) istoty, które nie mogą sobie odmówić smaku ludzkiej krwi. Choroba w bardzo krótkim czasie rozprzestrzenia się na cały świat i okazuje się, że jedynym ocalałym jest Robert Neville (Will Smith), który już od paru lat żyje sam w Nowym Jorku. Krew Roberta okazuje się odporna na wirusa, dowiadujemy się również, że nie jest jedynym takim przypadkiem (o czym mówi w jednej ze scen, jednak wierzy, że został ostatnim żywym, ponieważ reszta została zabita).

Film pokazuje nam jak wygląda typowy dzień życia naszego bohatera. Jedzenie, ćwiczenia, poszukiwanie żywności (np. polowanie). Robert nie jest w filmie do końca sam, już od samego początku towarzyszy mu pies (a raczej suka), która wabi się Sam.

Ludzie przemienieni w wampiry wykazują dość stereotypowe cechy, takie jak m.in. strach przed słońcem (które rzeczywiście rani je fizycznie). Sam Robert jest związany z wojskiem i nauką, od początku rozprzestrzeniania się choroby szukał lekarstwa... to, że został sam nie powstrzymuje go od dalszych doświadczeń i działań.

Film zawiera w sobie dość sporą dawkę akcji, jednak głównie (moim zdaniem) autor pragnął nam przedstawić jak wyglądałoby życie ostatniego człowieka na Ziemi. Widzimy tutaj jak taka skrajna samotność odbija się na psychice człowieka (rozmowa z manekinami w wypożyczalni wideo, mówione z pamięci dialogi ze Shreka, odtwarzanie nagranych wcześniej wiadomości w TV itd.).

Mniej lub bardziej przykuwa uwagę, jak ktoś chce to doszuka się tutaj głębszego przesłania. Will Smith moim zdaniem zagrał dobrze, bardzo irytuje mnie to w jaki sposób film oddalił się od książki, która (jeszcze raz zaznaczam) jest genialna. Tutaj losy toczą się zupełnie inaczej, jest pominięta spora ilość wątków (ważnych) a sporo jest zupełnie dodanych. Zakończenie również jest kontrowersyjne... dla zainteresowanych zaznaczę, że film ma również nakręcony alternatywny ending, który został umieszczony na wydaniu DVD.

IMDB: http://www.imdb.com/title/tt0480249/maindetails

czwartek, 14 stycznia 2010

Daybreakers (2009)

Reżyser: Michael Spierig & Peter Spierig
Rok premiery: 2009

Ósmego (ach ta cyfra...) stycznia 2010 roku miała miejsce polska premiera filmu "Daybreakers" ("Świt"). Oczywiście jak tylko miałem okazję wybrałem się do kina (po zapowiedziach czekałem na ten film z pewną nadzieją na odskocznię od zmierzchowego świata).

Niestety idąc w stronę sali w ręce wpadła mi ulotka odnośnie tej produkcji. Dlaczego niestety? Przeczytałem na niej słowo "Zmierzch" po czym mój nastrój się troszkę pogorszył. Okazało się, że to był tylko leciutki policzek, ponieważ po pierwszych scenach filmu mój 'musk' został wyrwany z czaszki i rzucony o ścianę, następnie zeżarty do połowy i to co z niego zostało rozmazane na pierwszej lepszej owłosionej, męskiej klacie.

Główny bohater (Ethan Hawke) - imieniem Edward (nie kojarzy się Wam to z kimś?) pracuje nad syntetyczną krwią, ponieważ osobiście nie uznaje picia ludzkiej krwii i współczuje ludziom (teraz już Wam się na pewno kojarzy). Dziękowałem wszechświatowi za to, że w ciągu tych pierwszych scen nie pojawił się nigdzie promień światła w który ów Edward mógłby wskoczyć rozdzierając swoją koszulę niczym Tarzan i pokazać jak się ładnie świeci w słoneczku.

Na szczęście w tym filmie to by było na tyle jeżeli chodzi o nawiązania do Zmierzchu - co do Matrix'u (też jest wymieniany na ulotkach Daybreakers). Podobno miał być tutaj jakiś wybraniec, jednak do tej pory nie mam pojęcia kto nim miał być, więc proszę o wybaczenie - kicha.

Co do samego filmu - bo do tej pory wyrzucam tylko swoje wielkie niezadowolenie - mamy rok 2019, ludzkość w wyniku 'ewolucji' zmieniła się w nieśmiertelne (oczywiście, że jednak śmiertelne) wampiry. Ludzkość została sprowadzona w tym świecie do poziomu posiłku i niezbędnego czynnika napędzającego nowy, świetny, wampirzy świat i jego społeczność. Niestety źródło krwii (jak i sama rasa ludzka) znalazła się na granicy wymarcia. Ludzie byli ścigani, łapani i następnie dosłownie 'uprawiani' (może to miało być tym nawiązaniem do Matrix?). Tak więc wampirzy świat przechodzi ogromny kryzys (to za to chyba nawiązanie do naszego świata) i jeżeli nic się z ową sytuacją nie zrobi światu grozi upadek (to chyba nawiązanie do 2012 :P). Nie no... poważniej pisząc, obecna w filmie sytuacja pośpiesza i wymaga odnalezienia alternatywy do ludzkiej krwii - syntetycznej krwii.
Jakby tego było mało okazuje się, że jej brak wpływa na wampiry dość znacznie - zmienia się ich wygląd fizyczny i zachowanie (tracą panowanie, kierują się jedynie instynktem przetrwania - zaspokojenia głodu). Wydłużają im się uszy, rosną skrzydła itd. są nazywani 'głodomorami'.


Główny bohater nie akceptuje aktualnej kolei rzeczy i ma pewną niechęć do wampirów (mimo, że sam jest jednym z nich - jak się później okazujemy, został przemieniony mimowolnie). Jest jednym z głównych badaczy nad syntetykiem jednak póki co nie została jeszcze odkryta odpowiednia procedura.

Na świecie są rebelianci - ludzie, którzy sami nie chcieli zostać przemienieni w wampiry i nie dali się złapać na 'farmę'. W wyniku pewnej sytuacji nasz główny bohater - Edward - udziela pomocy ludziom w potrzebie. Wracają później do Niego, prosząc o pomoc... okazuje się, że istnieje metoda na pozbycie się wampirzego piętna i przywrócenie sobie człowieczeństwa. W tym miejscu rozpoczyna się główny wątek i akcja się rozkręca.

Sam film oceniam niestety bardzo słabo - spodziewałem się zupełnie czegoś innego. Film nie urzekł mnie w żadnym miejscu. Fabuła była mocno przeciętna... ciekawy pomysł z wampirzą cywilizacją jednak wykonanie dużo gorsze (zmarnowany potencjał), efekty specjalne - nie było ich zbyt wiele (nie żebym wymagał od filmu efektów, ale po prostu szukam czegokolwiek!). W przypadku spożywania krwii brakowało mi jakiegoś 'charakteru'. W tym filmie te sceny nazwałbym kinem 'gore', gdzie flaki i kończyny latają po ścianach a to w co wgryzają się wampiry trudno nazwać szyją (nie jestem lekarzem, żeby po skrawkach mięsa trzymanych w dłoniach przez postać na ekranie powiedzieć jaka to część ciała). Parę dodatkowych wątków niby było ale umierały zanim się w sumie rozpoczęły.
Nagle pojawiły się napisy końcowe - ja spojrzałem na zegarek, rzuciłem w powietrze beznamiętne, soczyste "ku*wa" i wstałem zastanawiając się o czym w sumie był ten film.

wtorek, 12 stycznia 2010

Lubię Nietoperze (1986)

Reżyser: Grzegorz Warchol
Rok premiery: 1986

"Lubię Nietoperze" jest to polska produkcja, której premiera odbyła się w 1986 roku. Główną bohaterką filmu jest kobieta (Iza) - wampirzyca, która swoją urodą przyciąga i uwodzi swoje ofiary. Jest adorowana przez pewnego mężczyznę, jednak ten wątek nie jest w filmie jakoś zbytnio rozwijany.

W całym filmie poza Izą jest jeszcze jedna ważna (na tyle, żeby o niej wspomnieć) postać - Rudolf Jung, lekarz psychiatra.

Pewnego dnia ów lekarz odwiedza sklep w którym pracuje Iza i oczarowany Jej zestawem do herbaty (grafika nietoperzy) postanawia ją kupić (mimo, że nie była na sprzedaż...). Niedługo później Iza w trakcie oglądania TV rozpoznaje na ekranie właśnie
doktora Junga, dowiaduje się wtedy, że jest psychiatrą, który pracuje w
bardzo zaawansowanym kompleksie dla osób z chorobami psychicznymi - postanawia się tam udać i pozwolić się leczyć.

Od tego momentu jesteśmy świadkami prób wytłumaczenia z punktu widzenia medycyny zjawisk, które towarzyszą naszej wampirzycy.

Lekarze - początkowo pewni swoich racji - mają wytłumaczenie na każde z przedstawionych ze strony Izy argumentów
na to, że jest wampirem. Później się to zmienia (bardzo ciekawa scena, gdy wampira próbuje się prześwietlić przy pomocy promieni rentgenowskich).

Ogólnie film opiera się na kolejnych zabójstwach, badaniach (lub ich próbach). Wszystko to przeplata się przez wątek miłosny, który tworzy kształtujące się uczucie między doktorem Jungiem a naszą wampirzycą.

Dość szalony i odważny film, jednak ciekawy i przyznam, że bardzo dobry jak na tamte czasy.

poniedziałek, 11 stycznia 2010

Jasper Kent : Dwunastu (2009)

Ach, cóż to był za zastój... szczerze mówiąc nie sądziłem, że jeszcze tutaj wrócę ale jednak. Niedawno były święta a co z tym idzie trochę czasu wolnego. Udało mi się połknąć parę książek, więc tak oto postanowiłem napisać parę słów na temat jednej z nich...

Historia przedstawiona w tej książce rozgrywa się za czasów wojen napoleońskich, jest to początek XIX wieku. Rozpoczyna się w momencie, gdy wojska francuskie weszły na ziemie rosyjskie i ukierunkowały się w stronę Moskwy.
Grupą bohaterów staje się czwórka rosyjskich oficerów: Aleksiej Iwanowicz Daniłow (główny bohater i jednocześnie narrator), Dimitrij Fietukowicz, Wadim Fiodorowicz oraz Maksim Siergiejewicz.

Po porażce pod Borodino morale rosyjskich wojsk spadają, natomiast wojska napoleońskie zmotywowani do dalszej walki śmiało podążają w stronę Moskwy. Na początku książki ukazuje nam się scena, gdzie wyżej wymienieni przyjaciele spotykają się i rozmawiają na temat aktualnej sytuacji w której znalazła się ich ukochana ojczyzna. Jeden z nich (Dimitrij) postanawia wezwać swoich starych, towarzyszy broni do pomocy w obronie Rosji i wyparcia wojsk napoleońskich. Ową pomocą ostatecznie okazuje się dwunastką mężczyzn (Wołosi), posługujących się pseudonimami (imiona 12 apostołów) - oprycznicy.

W tym momencie akcja książki zaczyna nabierać tempa. Rosyjscy przyjaciele rozdzielają się i zaczynają podróżować razem z oprycznikami, którzy jak się później okazuje podróżują jedynie nocą, ponieważ w dzień śpią... Podejrzana sprawa, prawda? Tłumaczona jednak, stylem walki (nocnym) a co z tym idzie, jedynym czasem odpoczynku jest dzień.

"Dwunastu" jest książką, która w bardzo sprytny i ciekawy sposób wgryzła się w tło historyczne tamtych czasów. Akcja książki nie dotyczy jedynie walk i wojny samej w sobie. Jest w niej przedstawione przywiązanie Rosjan do ojczyzny, do samej Moskwy (oczywiście widziany z perspektywy narratora, czyli przypominam - Aleksieja). Sam Aleksiej jest żonaty, w trakcie swojej historii cyklicznie powraca myślami do swojej rodziny, do żony i syna. Nie powstrzymuje to go jednak od nawiązania romansu z prostytuką. Nieustannie zadaje pytania, ma wyrzuty sumienia, które później sam sobie tłumaczy. Nie potrafi się zdecydować na jedną kobietę, cały czas stoi na granicy.

Poza wątkiem miłosnym mamy tutaj obraz kraju pogrążonego w wojnie, narrator bardzo obrazowo opisuje to co widzi podążając za wojskami wroga i widząc efekty ich przemarszu.

Co do samych opryczników - nie będzie to chyba odkryciem, że są oni wampirami (w końcu tej tematyce jest poświęcony ten blog). Czytając "Dwunastu" będziecie mieli możliwość dowiedzenia się jakimi metodami Wołosi likwidowali wrogie, francuskie wojska i dlaczego byli tacy skuteczni. W książce jest również wiele smaczków i nawiązań do legend (to co ja osobiście bardzo lubię). Będzie przebijanie wampirów kołkiem, ukazane i opisane możliwości regeneracji tych istot a także wpływ światła słonecznego na ich ciała.

Książka zwraca uwagę na aspekt psychiczny bohaterów. Wraz z rozwojem akcji i odpowiednich wątków widzimy zmiany w sposobie myślenia odpowiednich bohaterów. Ich postanowienia, wnioski, cele i motywacje, które nimi kierują. Wszystko to sprawia, że książka jest naprawdę ciekawa i porusza wiele stref - od walki, wojny, patriotyzmu poprzez miłość i przyjaźń do walki z pradawnym, niezrozumiałym złem.

Jak najbardziej pozytywne wrażenie.

środa, 17 czerwca 2009

Heinrich August Ossenfelder : Der Vampir (1748)

Kolejny tekst, bez mojej własnej interpretacji poruszający temat. Wciąż klasyka - wiek XVIII, prawda że pięknie? Uważam, że takie teksty powinno się czytać w skupieniu i interpretować samemu. Dlatego daję Wam taką możliwość. :)

Der Vampir (1748)

Moja droga Madzia wierzy
Wciąż niezłomnie i twardo
We wszystkie stare nauki
Jak zawsze pobożnej matki;
Tak jak ludzie prości
Mocno w przekazy o wampirach
Śmiertelnych i zbójeckich wierzą.
Ino czekaj, chrześcijanko,
Wcale kochać mię nie chcesz;
Ja na tobie mścić się chcę,
I dziś tokajskiego wina pomsty
Wampirycznie pociągnę.
I gdy ty soczyście drzemiesz,
Ja z twego pięknego policzka
Świeżej purpury wyssę.
I wtedy się przestraszysz,
Kiedy będę cię całował
I całował będę jak wampir:
Jeśli teraz silnie zadrżysz
Blada w mych ramionach,
Zaraz pomiędzy martwymi utoniesz,
Ja wtedy ciebie zapytam,
Czyż były lepsze moje nauki
Niż twojej dobrej matki?