
Reżyser: Michael Spierig & Peter Spierig
Rok premiery: 2009
Ósmego (ach ta cyfra...) stycznia 2010 roku miała miejsce polska premiera filmu "Daybreakers" ("Świt"). Oczywiście jak tylko miałem okazję wybrałem się do kina (po zapowiedziach czekałem na ten film z pewną nadzieją na odskocznię od zmierzchowego świata).
Niestety idąc w stronę sali w ręce wpadła mi ulotka odnośnie tej produkcji. Dlaczego niestety? Przeczytałem na niej słowo "Zmierzch" po czym mój nastrój się troszkę pogorszył. Okazało się, że to był tylko leciutki policzek, ponieważ po pierwszych scenach filmu mój 'musk' został wyrwany z czaszki i rzucony o ścianę, następnie zeżarty do połowy i to co z niego zostało rozmazane na pierwszej lepszej owłosionej, męskiej klacie.
Główny bohater (Ethan Hawke) - imieniem Edward (nie kojarzy się Wam to z kimś?) pracuje nad syntetyczną krwią, ponieważ osobiście nie uznaje picia ludzkiej krwii i współczuje ludziom (teraz już Wam się na pewno kojarzy). Dziękowałem wszechświatowi za to, że w ciągu tych pierwszych scen nie pojawił się nigdzie promień światła w który ów Edward mógłby wskoczyć rozdzierając swoją koszulę niczym Tarzan i pokazać jak się ładnie świeci w słoneczku.
Na szczęście w tym filmie to by było na tyle jeżeli chodzi o nawiązania do Zmierzchu - co do Matrix'u (też jest wymieniany na ulotkach Daybreakers). Podobno miał być tutaj jakiś wybraniec, jednak do tej pory nie mam pojęcia kto nim miał być, więc proszę o wybaczenie - kicha.
Co do samego filmu - bo do tej pory wyrzucam tylko swoje wielkie niezadowolenie - mamy rok 2019, ludzkość w wyniku 'ewolucji' zmieniła się w nieśmiertelne (oczywiście, że jednak śmiertelne) wampiry. Ludzkość została sprowadzona w tym świecie do poziomu posiłku i niezbędnego czynnika napędzającego nowy, świetny, wampirzy świat i jego społeczność. Niestety źródło krwii (jak i sama rasa ludzka) znalazła się na granicy wymarcia. Ludzie byli ścigani, łapani i następnie dosłownie 'uprawiani' (może to miało być tym nawiązaniem do Matrix?). Tak więc wampirzy świat przechodzi ogromny kryzys (to za to chyba nawiązanie do naszego świata) i jeżeli nic się z ową sytuacją nie zrobi światu grozi upadek (to chyba nawiązanie do 2012 :P). Nie no... poważniej pisząc, obecna w filmie sytuacja pośpiesza i wymaga odnalezienia alternatywy do ludzkiej krwii - syntetycznej krwii.
Jakby tego było mało okazuje się, że jej brak wpływa na wampiry dość znacznie - zmienia się ich wygląd fizyczny i zachowanie (tracą panowanie, kierują się jedynie instynktem przetrwania - zaspokojenia głodu). Wydłużają im się uszy, rosną skrzydła itd. są nazywani 'głodomorami'.
Główny bohater nie akceptuje aktualnej kolei rzeczy i ma pewną niechęć do wampirów (mimo, że sam jest jednym z nich - jak się później okazujemy, został przemieniony mimowolnie). Jest jednym z głównych badaczy nad syntetykiem jednak póki co nie została jeszcze odkryta odpowiednia procedura.
Na świecie są rebelianci - ludzie, którzy sami nie chcieli zostać przemienieni w wampiry i nie dali się złapać na 'farmę'. W wyniku pewnej sytuacji nasz główny bohater - Edward - udziela pomocy ludziom w potrzebie. Wracają później do Niego, prosząc o pomoc... okazuje się, że istnieje metoda na pozbycie się wampirzego piętna i przywrócenie sobie człowieczeństwa. W tym miejscu rozpoczyna się główny wątek i akcja się rozkręca.
Sam film oceniam niestety bardzo słabo - spodziewałem się zupełnie czegoś innego. Film nie urzekł mnie w żadnym miejscu. Fabuła była mocno przeciętna... ciekawy pomysł z wampirzą cywilizacją jednak wykonanie dużo gorsze (zmarnowany potencjał), efekty specjalne - nie było ich zbyt wiele (nie żebym wymagał od filmu efektów, ale po prostu szukam czegokolwiek!). W przypadku spożywania krwii brakowało mi jakiegoś 'charakteru'. W tym filmie te sceny nazwałbym kinem 'gore', gdzie flaki i kończyny latają po ścianach a to w co wgryzają się wampiry trudno nazwać szyją (nie jestem lekarzem, żeby po skrawkach mięsa trzymanych w dłoniach przez postać na ekranie powiedzieć jaka to część ciała). Parę dodatkowych wątków niby było ale umierały zanim się w sumie rozpoczęły.
Nagle pojawiły się napisy końcowe - ja spojrzałem na zegarek, rzuciłem w powietrze beznamiętne, soczyste "ku*wa" i wstałem zastanawiając się o czym w sumie był ten film.